Skip to content
Menu

Hey there!

Ten wyjazd miał dla mnie szczególne znaczenie, bo po prawie 8 miesiącach zamknięcia mogłam w końcu zaznać trochę życia 😉 Nawet nie trochę, bo w Las Vegas wszystko działało właściwie normalnie. To była bardzo inspirująca podróż i mimo, że byłam w Sin City kilkakrotnie, tym razem czułam się trochę jak reporter, bo codziennie starałam się Wam zdawać relację z tego co zwiedzam. To było ekstra! Wasz odzew dał mi niesamowicie do myślenia, bo okazało się, że ogrom z Was, tak jak ja, jara się Stanami 😀 W tym wpisie skupiam się na Ameryce w pandemii, ale również na tym jak widzę Amerykanów. Druga część, która pojawi się wkrótce, będzie o miejscach które zwiedziłam, będzie to przedłużenie i rozwinięcie moich postów na Instagramie.

Zobacz moje relacje TUTAJ

Podróż

Kilka słów o podróży w czasach korony. Na naszym warszawskim lotnisku wiało pustkami. Nie sprawdzano nam temperatury, nie wymagano testu na obecność covida. W samolocie o dziwo nie rozproszono pasażerów, wszyscy siedzieli koło siebie, dopiero po wystartowaniu mogliśmy zmienić miejsca siedzące. Maseczki obowiązywały non-stop, oprócz przy spożywaniu posiłków. Btw polecam Wam loty KLMem, bo jakość ich obsługi naprawdę powalała w porównaniu z niemiecką Lufthansą.

Jak wygląda Las Vegas w czasach pandemii?

Muszę przyznać, że całkiem normalnie. Oczywiście na Las Vegas Boulevard nie zobaczycie tylu turystów co zawsze, ale akurat mnie to nie przeszkadzało, bo mogłam na spokojnie zwiedzić kasyna, przejść się ulicami i zrobić zdjęcia. W relacjach na IG (zapisane też w wyróżnionych) możecie zauważyć jakichś przechodniów, ale nie są to te tłumy, które zwykle spotkacie. Maseczki obowiązują każdego, ale dopiero po wejściu do sklepu/restauracji, jedynie w kasynach mierzono nam temperaturę. W niektórych miejscach praktykowano social distancing (2 m), a w niektórych niekoniecznie. Małe knajpki typu fastfood albo Starbucks były wyłączone, jeśli chodzi o spożywanie posiłków w środku, ale poza tym, wszystkie restauracje były dostępne. Dbano o dezynfekcję koszyków na zakupy, również o dezynfekcję rąk, ale już z mniejszą intensywnością. Jakoś w Polsce bardziej czuję się to ciśnienie, co nie oznacza, że olałam temat w USA. 😉

Jak ja widzę Amerykanów?

CUSTOMER SERVICE

Nam Polakom może się wydawać, ze Amerykanie są nachalni, sztuczni, zbyt mili, mnie jednak zainteresowanie moja osobą w sklepie, na osiedlu, w ogóle w rozmowie, daje ogromne poczucie bezpieczeństwa i komfort. Tutaj ludzie nie obczajają nas od stop do głów, a znajoma osoba zawsze powie “Hi!” i nie udaje, że nas nie widzi 😂 Customer Service jest tutaj na najwyższym poziomie i klient zawsze ma rację. Podam Wam przykład. Będąc w Hollisterze wybrałam sobie dżinsy z promocji, dopytałam się jeszcze ekspedientki o cenę, ta potwierdziła, następnie przy kasie okazało się, ze wcale nie były tańsze i w ogóle ten model nie jest nigdy przeceniany. Przedstawiłam ekspedientce sytuację, opisałam panią, która potwierdziła niższą cenę i “ok, no problem”, sprzedamy Ci po niższej cenie. Bez mrugnięcia okiem. Polityka zwrotów jest tez bardzo komfortowa, bo możemy oddać wszystko, łącznie z kosmetykami, nie trzeba mieć rachunku, wystarczy metka. Szczerze mówiąc nie wiem ile czasu mamy na zwrot, bo moja mama oddała nieużywane buty po roku! Kupując na przykład w Sephorze dostaniecie mnóstwo próbek, a jeśli spodobają się Wam perfumy to też bez problemu dostaniecie małą fiolkę na przetestowanie. Niestety w Polsce, gdy o to prosiłam, ekspedientki dziwnie na mnie patrzyły 😏 Może ta anegdota nie jest o customer service, ale pamiętam gdy pracując w Starbucksie w Polsce, zdarzali się klienci, którym nie podobało się, ze proszę ich o imię (Hello, o to przecież chodzi w Starbucksie). To są takie małe rzeczy, które według mnie bardzo wpływają na jakość życia, komu szkodzi bycie po prosty miłym i przyjemnym 🙂

WAŻNE INFO: W Las Vegas do rachunków należy doliczyć około 10% taxu, więc nie zdziwcie się, gdy przy kasie, kwota do zapłacenia będzie nieco wyższa, niż to, co mamy na metce.

Komplementy

Przygotujcie się na to, ze Amerykanie lubią powiedzieć komplement totalnie casualowo, bez żadnych podtekstów. Dzięki temu, nauczyłam się takie “uwagi” przyjmować z uśmiechem, zamiast od razu się tłumaczyć nie nie, to nie jest wcale takie fajne. 😉 W momentach, gdy czułam się jak “ziemniak”, ktoś potrafił powiedzieć „I love your outfit” i od razu humor mi się poprawiał. Co więcej, tutaj każdy ubiera się jak chce. Spotkacie ludzi w piżamach, z kolorowymi włosami, ubranymi od stop do głów świątecznie, a na Las Vegas Blvd w ogóle dzieją się cuda, nobody cares! To również daje poczucie ogromnego luzu, choć miłe jest jak bardzo Amerykanki doceniają Polki (ogólnie Europejki) za to, że zawsze wyglądają dobrze 🙂

Amerykanie i relacje międzyludzkie (flirt to nie grzech)

Amerykanie mają w sobie ogromny luz i dystans, co widać na każdym kroku. Sąsiedzi są dla siebie uprzejmi, częstują się świątecznymi przysmakami, życzą sobie miłego dnia i budują społeczność. Tutaj nikt nie wnika w to, czy ktoś ma męża, żonę czy jest singlem. To, co sprawia, że robi mi się cieplej w serduszku, to fakt, ze miłość można znaleźć w każdym wieku i nikomu nie przeszkadza fakt, ze ktoś ma dzieci czy ma ponad 70 lat. NO JUDGEMENTS. Jest też niestety druga strona medalu randkowania, które moim zdaniem przeżywa kryzys na całym świecie, albowiem duża cześć kobiet w USA twierdzi, że doświadczyła napastowania właśnie na randce.* Jeśli chodzi o przyjaźnie, to mam wrażenie, że są one mniej zobowiązujące, mniej znaczące niż w Polsce, choć to też pewnie zależy po prostu od osoby. Zauważyłam jednak coś na zasadzie flankingu (olewanie kogoś, nie przychodzenie na umówione spotkanie). Jest pewien poziom prywatności, który ciężko przebić u Amerykanów. Mój profesor w szkole trafnie porównał ich do brzoskwini, a Polaków do kokosa 😀 U pierwszych łatwo przebić się przez miękki miąższ, ale w końcu trafiamy na twardą pestkę, trudną do przebicia jak właśnie ta prywatność Amerykanów. Analogicznie jest u Polaków. Zgadzacie się z tym stwierdzeniem? 🙂

*Źródło: Americans’ Views on Dating and Relationships

Czy Amerykanie są otyli?

Choć w czasie pandemii nie widziałam ani jednej otyłej osoby, problem niestety nadal istnieje, ale zdrowy lifestyle jest równie powszechny. Niezdrowemu trybowi życia sprzyja fakt, że po pierwsze amerykańskie jedzenie jest sztuczne i ma tragiczny skład, a także to, że w USA w większości miast nie sposób poruszać się bez samochodu. Z tym wiążą się wszędobylskie DRIVE THRU/DRIVE IN. Do apteki, banku, Starbucksa, a nawet test na Covid miałam zrobiony w samochodzie 😉 Aby zapobiec tej pladze, przy każdym napoju, daniu, przekąsce napisane ile kalorii zawiera dokładnie ta porcja posiłku. Na mnie bardzo szybko to zadziałało, gdy porównałam sobie moją ulubioną Grande Vanilla Latte (250 kcal) z Americano (2 kcal) 😀

Amerykanie są głośni

To ulubiona rozkminka moja i Agaty z @naturalnie_po_angielsku. Faktycznie w barze czy w kawiarni są słyszani najlepiej ze wszystkich, prawdą jest, że rozmawiają głośno wszędzie, nie bacząc na inne osoby dookoła. Mają jeszcze taką manierę/zwyczaj, że bez względu na to gdzie są, rozmawiają przez telefon przez system głośnomówiący. Nie wiem skąd to się bierze, prawdopodobnie z dystansu do siebie i podejście typu “mind your own business” 😉

Amerykanie i ich zwierzęta

Niezły szok wywołało moje stories, w którym pokazywałam Wam jak trzymane są zwierzątka na sprzedaż. Miałyśmy z moją siostrą wrażenie, że są one jeszcze faszerowane lekami, aby były spokojniejsze, ale być może to tylko nasze domysły (oby). Generalnie nie spotkacie na ulicach bezdomnych psów czy kotów, ponieważ są one od razu łapane przez hyclów. Z tego co wiem, a więcej o tym w lajwie, które przeprowadzę z moją koleżanką Natalią, która mieszka w Stanach, adopcja pieska jest bardzo trudna. Sprawdzane są na przykład warunki mieszkaniowe, przeprowadzane są regularne kontrole. Niestety zwierzęta, które nie są adoptowane po prostu się usypia 🙁

Podejście do pracy

W Ameryce nie trzeba mieć magistra, aby dostać pracę 😉 Wystarczą chęci, jakaś tam znajomość angielskiego oraz umiejętność pisania i czytania. Oczywiście nie mówię tu o karierze w korporacji na stanowisku managerskim, a raczej o pracy w sklepie czy restauracji. Jeśli jesteś pracowita/y na pewno zostanie to zauważone i awans macie w kieszeni. Praca w Stanach równa się sporo benefitów typu 401(k) (atrakcyjny plan emerytalny-nieopodatkowany) czy opłacenie części studiów, które w Stanach są cholernie drogie.

Amerykanie jak każdy naród ma swoje wady i zalety. Ja znam ich jako osoby miłe, uprzejme, choć czasem ekscentryczne. Tutaj raczej wypowiadam się o nich w samych superlatywach, ale stworzę też post o ich minusach, a co! 🙂 Wszystko co opisałam jest moją subiektywną oceną, Wy możecie uważać inaczej i bardzo chętnie poczytam o Waszych opiniach. Wkrótce zaproszę Was na live z Natalią Stojanowską, która mieszka obecnie w Oregonie i bardzo często nie zgadza się z moimi wrażeniami. Dlatego skonfrontujemy to i poobgadujemy sobie Jankesów 😀

Do zobaczenia wkrótce kolejnym poście, w którym opiszę wszystkie odwiedzone przeze mnie miejscówki!

Justyna




A jeśli wyjazd do Stanów to Wasze marzenie, ale boicie się, że nie poradzicie sobie z językiem angielskim na przykład w restauracji, to zachęcam Was do rozkręcenia swoich umięjętności językowych razem z moim pierwszym Workbookiem: EATING HABITS AROUND THE WORLD. Dzięki niemu nauczycie się jak swobodnie komunikować się z Amerykanami (wszystkie zwroty są z życia wzięte), przełamiecie barierę językową i nabierzecie apetytu na więcej. Pełno w nim słownictwa, idiomów i ćwiczeń, które pomogą Wam przećwiczyć słuchanie, czytanie, pisanie i mówienie! Do workbooka dołączy wkrótce interaktywna platforma do uczenia się słownictwa, więc zostały ostatnie chwile na zakupy w niższej cenie, polecam! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.